sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 6

- To jak, kiedy wracasz?
- Um, jakoś w niedzielę. - odpowiedziała wkładając ostatnią torbę do bagażnika po czym go zamknęła.
Moja mama wyjeżdża do ciotki, która urządza jakiś zjazd rodzinny. Wiadomo, zleci się tam całą moja rodzinka, a połowy osób za pewnie nie znam, i zaczną się miliony pytań. Nie, nie bardzo mnie to przekonuje. Nie lubię takich spędów.
- Cassie, wiesz że ci ufam... - złapała mnie za ramiona.
- Tak mamo, będę grzeczna nie martw się. - wywróciłam oczami i zaśmiałam się.
- Moja dziewczynka, będę za tobą tęsknic - przytuliła mnie na pożegnanie.
- Ja też, baw się dobrze. - odparłam, gdy już się ode mnie oderwała.
Pomachałam jej na odchodne. Wsiadła do samochodu i odjechała.
No to mam chatę wolną.
                                                             ♥~♥~♥
  Większośc nastolatków zadzwoniłą by do wszystkich znajomych i urządziła wielką imprezę. Ale nie ja. Ja wolałam pobawic się w kucharkę i upiec ciastka. Nie jestem mistrzynią w gotowaniu, ale nabrała mnie ochota na brownies. Cóż, zazwyczaj więcej mąki jest na mnie niż w cieście. Kończyam właśnie moje wypieki, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Patrzę się nie pewnie, ale gdy dżwięk rozlega się ponownie podchodzę do drzwi i je otwieram. Moim oczom ukazuje się Harry. Nie mam pojęcia po co tu przyszedł.
  Patrzę się na moje ubranie, które jest całe od mąki, a potem spoglądam na niego.
- Hej - mówię. Harry stoi z rękami w kieszeniach, ma na sobie czarne spodnie, białe conversy i T-shirt. Jego loki opadają mu czoło, przez co wygląda jeszcze bardziej niesamowicie. Och.
- Cześc. - odpowiada, uśmiechając się.
Otwieram szerzej drzwi.
- Wejdź - odburknęłam niepewnie.
  Harry przekracza próg, więc zamykam zanim drzwi. Kieruję się szybko do kuchni, zdejmuje fartuch który jest cały brudny i otrzepuję ręce.
- Po co przyszedłeś? - pytam, trochę niegrzecznie.
Harry wydyma dolną wargę.
- Myślałem że się ucieszysz. - obchodzi barek i przypatruje sie moim ciastkom. Spogląda na mnie pytająco.
- Mama wyjechała na weekend. - wzruszam ramionami. - Częstuj się.
  Niepewnie podnosi jedno ciastko do ust - Nie otruje sie tym? Ponownie wzruszam ramionami, a on decyduje sie jednak posmakowac.
- Niezłe. - mówi na co mu dziękuję. - A więc, masz wolną chatę i pieczesz ciastka? - unosi jedną brew.
- Hm, jak widac. - mokrą szmatką ścieram pozostałości mąki z blatu, biorę talerz z ciastkami i idę do salonu.  Harry idzie za mną, rozgląda się dookoła z ciekawością. Jego uwagę przykuwają zdjęcia które stoją na komodzie. Podchodzi i bierze jedno z nich, na którym jestem ja, moja siostra Emily i przyjaciółka Megan. Miałyśmy wtedy po 10 lat.
- Urocze - mówi - Ta pośrodku to jesteś ty, poznaje Cię. Ale nie wiem kim są te pozostałe dziewczyny? - spogląda na mnie.
- Ta po prawej to moja siostra, a po lewej przyjaciółka.
- Hm, nie jesteście podobne z siostrą. Nic nie wspominałaś że masz siostrę, właściwie gdzie ona jest?
- Ta.. jest bardziej podobna do taty. Bo nie pytałeś, och, wyjechała na chwile do swojego chłopaka. - odburknełam.
- A twój tata gdzie? - znowu pyta., patrząc na inne zdjęcia.
- Ugh, a nie zadajesz przypadkiem za dużo pytań? - pytam poirytowana, podchodzę do niego i wyrywam mu zdjęcia. Harry podchodzi do mnie, blisko, bardzo blisko, a moje serce zaczyna bic szybciej. Wkurzyłam go? Jego ręka sięga do mojej twarzy, a ja natychmiastowo się odsuwam. Chłopak patrzy zdziwionym wzrokiem na mnie.
- Myślałaś że Cię uderzę? - pyta. Spuszczam głowę w dół. Muska kciukiem mój nos, śmiejąc się.
- Czemu się śmiejesz? - patrzę na niego i ściągam brwi. - Mąka. Nie mogłem na to patrzc. - tłumaczy. Och. Nagle zaczyna wibrowac jego telefon. Wyciąga go, spogląda na ekranik telefonu, nagle się spiął i to on zmarszczył brwi.
- Poczekaj - burknął, i opuścił salon.
Postanowiłam usiąśc, i zaczełam nasłuchiwac o czym rozmawia. Tak wiem że nie powinnam, ale to nie moja winna że on sie tak drze a ja jestem ciekawska.
- Chyba sobie ze mnie kurwa żartujesz?! Jak to... nie, nic nie rób... nie, zostaw to!... sam do niego zadzwonie!... cholera, nie nie potraficie sami załatwic. Dobra.. zaraz tam będę.
Usłyszałam jego kroki i szybko poprawiłam się na kanapie. Zadzwonic do kogo? Co załatwic? Był chyab nieźle wkurzony. Nic nie rozumiałam z tej rozmowy.
- Um, przepraszam cię ale musze już leciec. Zobaczymy się później piękna. - podszedł, szybko pocałował mnie w policzek i wyszedl z mieszkania. Po chwili usłyszałam jak z piskiem opon rusza z podjazdu.

_____________________________________________________________________________
Witam was kochane po jakże długiej przerwie! No, trochę mnie tu nie było. Ale niestety, nauka daje się we znaki! Nie raz po prostu brakowało weny lub czasu i tak się dłużyło aż do teraz. No ale postaram sie już regularnie dodawac rozdziały, ze względu dl atego ze dopadła mnei na prawde mega wena no i mamy przerwe świąteczną! Życzę wam misiaczki Wesołych Świąt i mam nadzieje że się rozdział podoba! :*:*
~ Lola xoxo
PS. Przepraszam za wszelkie błędy i literówki, pisałąm na szybko :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz