Gdy dotarłyśmy, w oczy rzucił mi się ogromny, kilkupiętrowy budynek, z którego nawet z oddali słychać było dudniącą muzykę. Na zewnątrz było sporo ludzi. Szłyśmy z Meg w kierunku wejścia, wstęp był za darmo. Gdy weszłyśmy do środka impreza trwała już w najlepsze, a mnie od razu doszedł smród wszystkiego, co najgorsze. Dlatego właśnie nie lubiłam takich lokali: odór używek, potu i coś jakby stęchlizna. Megan, próbując przekrzyczeć muzykę, powiedziała, że idzie na parkiet, na co odpowiedziałam skinieniem głowy.
W tłumie ujrzałam znajomą mi twarz... mój były chłopak - Brian! Ale nie tylko to przykuło moją uwagę. Koło niego stała dziewczyna która nie była mi obca, a wręcz przeciwnie. Rachel Cross. Nigdy jej nie lubiłam tak samo jak ona mnie, zwykła dziwka. Już dawno wyrobiła sobie opinię w naszej szkole, a pomimo to, chłopcy nie odstępowali jej na krok.
Czyli że podczas gdy ja całymi dniami i godzinami użalałam się nad sobą, odcinałam się od świata i myślałam, że moje życie jest zrujnowane, on najzwyczajniej w świecie zabawiał z tą szmatą?! "Cass, jak mogłaś być taką idiotką i być tak głupia i naiwna, żeby zakochać się w takim dupku?" Czułam, jak powoli zbiera mi się na płacz. "Cass, ogarnij się!" Nie wiedząc, co mam ze sobą zrobić - udałam się do baru.
Siedziałam i rozglądałam się dookoła, szukając mojej przyjaciółki wzrokiem. Nigdzie jej nie widziałam. "Pewnie nieźle baluje i wyrywa chłopaków, jak to ona. Przynajmniej ona dobrze się bawi". Co jakiś czas spoglądałam w miejsce, gdzie bawił się mój były chłopak. Nie wiem, dlaczego. Pewnie z ciekawości, zazdrości albo tęsknotą. Stawiałam na to drugie.
Postanowiłam zamówić sobie drinka. Barman po krótkiej chwili wręczył mi zielono-różowy napój w szklanym kieliszku. Przyglądałam się mu niepewnie, jakby z nadzieją, że może ktoś wsypał tam truciznę i nie będę musiała więcej przyglądać się tej dwójce, która tańczyła tam w rogu sali. Wzięłam ostrożny łyk napoju, by za chwilę wypić go całego duszkiem.
- Hej, piękna. - usłyszałam znajomy głos po mojej lewej stronie.
Podniosłam głowę i ujrzałam bruneta z burzą brązowych loków na głowie. Skąd ja go kojarzę?
- Hej. To do mnie było? - spytałam lekko zdziwiona.
- No, tak. - uśmiechnął się zawadiacko, ukazując swe urocze dołeczki.
- Jestem Harry, pamiętasz mnie? - spytał, unosząc jedną brew, a gdy rzuciłam mu nierozumne spojrzenie, ciągnął - wczoraj wpadłem na ciebie, a ty mnie spławiłaś - rzucił minę zbitego psiaka.
- Tak, kojarzę cię. - uśmiechnęłam się - ale spokojnie, wybaczyłam ci. - zaśmiałam się. - Jestem Cassidy, ale wszyscy mówią na mnie Cass - dodałam.
- No to w takim razie bardzo mi miło, Cass. - ukłonił się, udając dżentelmena z XVI wieku.
- Mi również.
- Napijesz się czegoś może? - spytał, przywołując skinieniem palca barmana.
- Z chęcią. - odparłam.
***
Rozsialiśmy się w loży. Muszę przyznać, że cudownie się bawiłam w towarzystwie Harry'ego. Rozmawialiśmy, tańczyliśmy, no i piliśmy. Dowiedziałam się o nim kilku rzeczy. Z tego co pamiętam, to jeździ na motorze no i w wolnym czasie śpiewa pod prysznicem. Był naprawdę uprzejmy, miły i zabawny. A jego wygląd po prostu powalał. Sprawdziłam godzinę, dochodziła druga. Czas strasznie szybko śpieszył.
- Przepraszam Harry, ale muszę już iść. - powiedziałam niechętnie.
- W takim razie cię odprowadzę.
- Nie, dzięki, muszę jeszcze poszukać przyjaciółki.
Zaczęłam się powoli oddalać, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się gwałtownie.
- Spotkamy się jeszcze? - spytał z szelmowskim uśmiechem Harry.
- Oczywiście. - odparłam, delikatnym uśmiechając się.
Harry złapał moją rękę, przyłożył do ust i złożył delikatnego całusa na wierzchu mojej dłoni. A potem, pochyliwszy się nade mną, wyszeptał mi do ucha:
- W takim razie do zobaczenia. - i zniknął mi z pola widzenia.
_____________ __________
Mam nadzieje że się podoba :) Jeżeli przeczytałeś zostaw komantarz <3
Świetny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Next <333333333333
OdpowiedzUsuń